HOME / Fundacja Lighthouse

Fundacja Lighthouse

Fundacja Lighthouse Charity. Naszą misją jest pomagać w integracji wszystkim osobom z Europy Wschodniej mieszkającym w Zjednoczonym Królestwie, dbając jednocześnie o zachowanie ich tożsamości narodowej i kulturowej. Masz problem, z którym nie możesz sobie poradzić - skontaktuj się z nami! Więcej informacji na www.euintegration.co.uk

Rent to buy – sposób na własne mieszkanie w UK

Rent to buy – sposób na własne mieszkanie w UK.

Wynajmując mieszkanie, chcielibyście usłyszeć „To jest Was dom i będzie przez następne 10 lat, a potem zdecydujecie, czy zostajecie tu na stałe”? Zamiast wynajmować zapuszczone mieszkania, w których grzyb i pleśń pełzną po ścianach, możecie przystąpić do innowacyjnego programu mieszkaniowego rent-to-buy lub rent-to-own!

W ramach programu rent-to-buy inwestorzy kupują niedrogie osiedla deweloperów. Osiedla te zarządzane są przez spółdzielnie mieszkaniowe. Są one wynajmowane poniżej ceny rynkowej, za około 80% wysokości ceny najmu na danym obszarze. Umożliwia to osobom, które nie są w stanie zebrać depozytu, na zaoszczędzenie 20% jako zaliczki na nowy dom lub na wykupienie mieszkania, w którym żyją. W tym czasie mogą poprawić swoją historie kredytową, zebrać fundusze na własny dom itd.

Dla osób, których nie stać na zakup domu i mieszkania na własność, a mają np. niespłacone karty kredytowe, zbyt niską zdolność kredytową, czy wcześniejsze problemy z regulowaniem należności, udział w programie rent-to-buy to szansa na to, żeby wyrwać się z patowej sytuacji.

Zgodnie z założeniami programu, można wynająć nowo wybudowane nieruchomości na 5, 10, 15 lub 20 lat. Nie jest pobierany depozyt, a czynsz stanowi 80% ceny rynkowej wynajmu. To daje znaczące oszczędności w domowym budżecie.

Podczas okresu wynajmowania, lokatorzy mogą zrezygnować, oczywiście pamiętając o miesięcznym okresie wypowiedzenia umowy. Spółdzielnia nie ma prawa wypowiedzieć umowy, jeśli czynsz jest regulowany na czas, a najemcy zachowują się zgodnie z normami społecznymi.

Czynsz będzie wzrastał o 1% rocznie plus inflacja w każdym roku. Co pięć lat będzie ponownie równany do 80% czynszu rynkowego. W przeciwieństwie do programów wspólnej własności najemcy nie muszą płacić opłat serwisowych i ponosić kosztów napraw.

Pod koniec ustalonego okresu najmu zarządca programu przekaże 10% depozytu w gotówce na poczet zakupu nieruchomości na ręce prawnika osoby wynajmującej. Resztę mogą stanowić własne oszczędności i/lub kredyt.

Co się stanie jeśli najemca nie będzie mógł wykupić nieruchomości? Pracownicy programu na rok przed zakończeniem okresu wynajmu przeanalizują sytuację. Spółdzielnia będzie się starała zaoferować najemcy kolejna długoterminową ofertę wynajmu nieruchomości w tym samym budynku, z opcją zakupu w późniejszym terminie i oczywiście 10% depozytem w przypadku jej wykupienia.

Nowe i innowacyjne programy takie jak rent-to-buy to rozwiązanie, które mogą pomóc rodzinom na to, aby zamieszkały w miejscu, w którym będą się czuć jak w domu i które rzeczywiście może stać się ich domem naprawdę.

O warunkach przystąpienia do programów rent-to-buy i dostępnych nieruchomościach można dowiedzieć się, kontaktując się z:

Shelter
88 Old Street
London
EC1V 9HU

Helpline: 0808 800 4444
Email: [email protected]rg.uk
Website: www.shelter.org.uk

Rewolucja Universal Credit w Southampton od lutego 2017

Benefitowa Rewolucja w Southampton.

Czy korzystasz z któregoś z następujących benefitów: JOB SEEKERS ALLOWANCE, HOUSING BENEFIT, EMPLOYMENT AND SUPPORT ALLOWANCE, CHILD TAX CREDIT, INCOME SUPPORT OR  WORKING TAX CREDIT? Jeśli otrzymujesz, któryś z wymienionych benefitów lub znasz kogoś, kto je pobiera, powinieneś przeczytać poniższe informacje.

Prawdopodobnie słyszeliście już o Universal Credit, który rząd wprowadził w niektórych częściach Wielkiej Brytanii. W tej chwili będzie on również wprowadzany w Southampton. Termin jego wprowadzenie – czyli data, od której można się ubiegać o to świadczenie to 22 lutego 2017 roku. Wprowadzenie tego świadczenia to największa zmiana w systemie benefitów od momentu jego powstania.

 

Dlaczego? Ponieważ Universal Credit zastąpi wszystkie pojedyncze benefity. Zamiast kilku różnych zasiłków, wypłacana będzie jedna suma. Kolejną bardzo ważną zmianą jest to, że o Universla Credit będzie się można ubiegać wyłącznie online. Nie będzie żadnych „papierowych” wniosków czy formularzy. Aplikując o Universal Credit, nie otrzymasz żadnego listu z potwierdzeniem, zostaniesz o wszystkim poinformowany telefonicznie bądź drogą emailową.

 

Nie pozwólcie żadnemu urzędnikowi czy osobie pracującej dla rządu wmówić sobie, że „to jest takie proste” lub „nie będziecie mieli z tym żadnego problemu”! Gdyby tak było, to czy Jobcentre w Southampton wysyłałby na całe tygodnie tak wielu swoich urzędników na szkolenia dotyczące tego, jak wypełniać formularze i obsługiwać aplikacje?! I jeśli to jest takie proste, to dlaczego Urząd całe piętro budynku przystosował do tego, aby w ramach nowego projektu pomagać ludziom składać wnioski online. Musicie też pamiętać, że obsługa w obcych językach jest niedostępna, a na miejscu nie pracują Polacy.

 

Universal Credit w Southampton.

Universal Credit zostanie wprowadzony od 22 lutego 2017 roku, ale na samym początku ten termin obowiązuje tylko dla tych, którzy starają się o nowe świadczenie. Tak więc jeśli w tej chwili korzystasz z benefitów, to masz jeszcze czas na aplikowanie. Natomiast z całą pewnością warto się już teraz przygotować na to, że zmiany obejmą także ciebie i trzeba się do tego przygotować.

Zwróć też uwagę na inną ważną rzecz. Jeśli ktoś z Polaków zaproponuje Ci płatną pomoc przy złożeniu wniosku o nowe świadczenie, poproś go o podanie miejsca, w którym przeszedł szkolenie. Jeśli uczestniczył ostatnio w kursieCouncil Training Course for Universal Credit, wtedy wszystko jest w porządku. Jeśli nie, to nie pozwól mu nawet zbliżyć się do swojej aplikacji!

Jeżeli jesteś członkiem Lighthouse to możemy zaoferować Ci poradę i pomoc. Niestety nie możemy wypełnić za Ciebie aplikacji. Jeśli chcesz umówić się na spotkanie, aby porozmawiać o Universal Credit i dowiedzieć się, jak to wpłynie Twoją przyszłość, pomożemy Ci. Skontaktuj się z nami!

Organizacja Lighthouse Charity będzie organizowała spotkanie dla osób, które chciałyby dowiedzieć sie więcej na temat Universal Credit.

Spotkanie będzie miało miejsce na terenie Southampton pod koniec lutego 2017.

Zapraszamy do dołączenia do grona członków Fundacji Lighthouse by tam śledzić informacje kiedy i gdzie odbędzie się spotkanie.

 

Polub Lighthouse na Facebooku i bądź na bieżąco…

Dołącz do klubu Lighthouse TUTAJ!

Universal Credit w Southampton

 

Ratujcie rodziny dla dzieci!

Ratujcie rodziny dla dzieci!

Safe Families for Children to organizacja wspierająca rodziny, które przeżywają trudne chwile w życiu. Jej zadaniem jej zapobieganie podejmowaniu akcji oddawaniu dzieci do rodzin zastępczych. Współpracując z lokalnymi kościołami, dba o najsłabszych i najbardziej narażonych na konsekwencje członków społeczeństwa – dzieci, których rodzice nie radzą sobie z trudnościami życia.

Rodziny, które borykają się z biedą, chorobami i bezrobociem, bardzo często są izolowane. Trudno jest do nich dotrzeć z pomocą. Dzięki wsparciu lokalnych kościołów łatwiej jest zidentyfikować osoby potrzebujące wsparcia i zmierzyć się z ich potrzebami.

Safe Families for Children współpracuje również z lokalnymi władzami. Dokłada wszelkich starań, aby zapewnić dzieciom i ich rodzinom w sytuacjach kryzysowych wsparcie. Chodzi przede wszystki o to, aby zapewnić dzieciom bezpieczne miejsce (od jednego dnia do dwóch tygodni), tak aby rozwiązać problemy bez konieczności odsyłania najmłodszych do opieki społecznej. W organizacji pracują wolontariusze, którzy są przyjaciółmi rodzin, pomagającymi przejść przez kryzys.

 

Safe Families for Children
Safe Families for Children

 

8 października 2016 roku otwieramy oddział w Southampton. Czlonkowie Safe Families for Children są bardzo podekscytowani. Zapraszają wszystkich chętnych do pomocy do Highfield Church. Proszą również o przekazaniu informacji wszystkim tym, którzy chcieliby zostać wolontariuszami.

Możecie dołączyć do organizacji za pośrednictwem strony internetowej:

www.safefamiliesforchildren.com/join-us

lub wysyłając mail pod adres:

[email protected]

Adres: Townhill Park Community Centre, Meggeson Ave, Southampton SO18 2FH

Co słychać w Slough Borough Council?

Co słychać w Slough Borough Council?

Czy pamiętacie historię polskiej rodziny ze Slough, która gnieździ się w jednym pokoiku w cztery osoby. Jedną z tą osób jest ciężko chory mężczyzna, kolejne dwie to uczące się dzieci. Rodzinę, której mimo wszelkich wskazań Slough Borough Council powinien udzielić pomocy, ale skutecznie unika tego od lat? Pisaliśmy o tym poprzednim razem.

Artykuł znajdziecie tu: www.euintegration.co.uk/w-slough-urzednicy-maja-nas-gdzies/

Obiecaliśmy, że będziemy was informować, a zatem tak właśnie zrobimy. Od ostatniego razu niewiele się wydarzyło, ale jednak możemy zaobserwować jakieś ruchy. Pisaliśmy, że urzędnicy mieli pojawić się u Kasi i Bartka. Oczywiście w umówionym terminie nikt się nie pofatygował. Tłumaczyli to brakami kadrowymi, brakiem czasu… Sprawa nieco się zmieniła, kiedy napisaliśmy list do Slough Borough Council, streściliśmy historię Bartka i Kasi i wspomnieliśmy, że nasz artykuł opowiadający tę historię przeczytało ponad 34 000 ludzi. Urzędnicy postanowili jednak sprawie się przyjrzeć. Dziś dostaliśmy informację, że w końcu (2 tygodnie po tym jak nam obiecano), urzędnicy odwiedzili Kasię i Bartka, stwierdzili, że warunki mieszkaniowe tej rodziny są nieakceptowalne, co więcej dotyczy to również całego domu, w którym również mieszka za dużo osób. Właściciel nieruchomości dostanie nakaz rozwiązania tej sytuacji w przeciągu 28 dni, to może oznaczać, że Kasia z rodziną zostaną bez mieszkania. Council zadeklarował pomoc rodzinie, ponieważ była ona już na liście B, w znalezieniu lokum dostosowanym do sytuacji mieszkańców tego pudełka na buty. Pamiętajmy o tym jednak, że w tym momencie to tylko słowa. Dlatego chcemy was prosić o pomoc, aby skruszyć ten mur definitywnie.

Pamiętajcie, tu nie chodzi tylko o bohaterów naszego poprzedniego artykułu, to sprawa nas wszystkich. Dając poparcie naszym działaniom w tym momencie, tak naprawdę pomagacie nam obudzić urzędników w Slough Borough Council i zmusić ich do działania. Nie może tak być, że będą się bez końca zasłaniać się trudnościami obiektywnymi, brakiem lokali, brakami kadrowymi, zawieszonym systemem komputerowym i Bóg wie jeszcze czym. Pracujemy w tym kraju, płacimy podatki, wnosimy do systemu ciężko zarobione pieniądze, dlatego mamy prawo być traktowani tak jak inni mieszkańcy tego kraju. Nasze sprawy są ważne i poważne, więc kiedy mamy prawo do uzyskania pomocy, powinniśmy oczekiwać, że tak się stanie. Jeśli wygramy jedną sprawę, to jest szansa, że Council zobaczy, że jesteśmy w stanie walczyć o swoje i nie odpuszczamy. Następną będzie łatwiej przeprowadzić.

Dlatego zwracamy się do was z apelem. Poprzyjcie nas!

Wyślijcie list z postcodem SL1 2LF (to postcode miejsca, w którym mieszkają Kasia i Bartek, nie musicie podawać swoich personaliów, po prostu pokażcie, że patrzycie Councilowi na ręce).

Możecie wysłać go tradycyjną droga do urzędu na nazwisko:

Mr Mike England

Director of Regeneration, Housing and Resources

Slough Borough Council

51 Bath Road

SL1 3UF Slough

Nie musicie wysyłać każdego zgłoszenia osobno. Możecie zebrać się w kilka osób i umieścić swoje kartki w jednej kopercie.

Swój głos możecie także przesłać mailem, podając w temacie postcode SL1 2LF pod adresem:

[email protected]

Spraw, które komplikują się przede wszystkim z powodu urzędników, którzy albo nie wykonują swojej pracy, albo podchodzą do niej nieuważnie i z lekceważeniem, jest naprawdę dużo. Dziś opowiemy Wam kolejną historię.

Miejsce akcji – oczywiście Slough, w roli głównej – czarnego bohatera – Slough Borough Council.

Gabrysia wraz z mężem i synem wynajęli mieszkanie przez agencję nieruchomości. Po dwóch tygodniach od przeprowadzki rodzina została poinformowana (karteczka wciśnięta do otworu na listy), że zajmują swoje mieszkanie nielegalnie i mają 2 tygodnie na opuszczenie lokalu. Agencja tłumaczyła się, że ktoś się na nich uwziął i próbuje wysadzić ich z siodła, poprosiła rodzinę, żeby się niczym nie przejmowała, a obcym zwyczajnie nie otwierała drzwi. Gabrysi cała sytuacja wydała się podejrzana, dlatego udała się Councilu, aby sprawę wyjaśnić. Na miejscu dowiedziała się, że padli ofiarą dobrze znanych urzędowi oszustów działających pod szyldem agencji. Council obiecał pomoc, nasi bohaterowie zaaplikowali o mieszkanie, znaleźli się na liście priorytetowej ze względu na grożącą im eksmisję.

Był koniec roku 2013. W styczniu 2014 roku zmieniły się przepisy, Gabrysia i jej rodzina zostali usunięci z listy. Sytuacja w wynajmowanym mieszkaniu była tragiczna, rodzina była nachodzona w domu i zastraszana przez właściciela agencji. Za każdym razem informowała o tym Urząd i policję. Sprawa wędrowała od jednego urzędnika do drugiego, ale nic nie robiono. W czerwcu zapadł wyrok, że rodzina musi wyprowadzić się z mieszkania, mieli czas sierpnia. Rodzina zyskała status bezdomnych i ponownie aplikowała o mieszkanie, wniosek został odrzucony, zasugerowano szukanie lokum od prywatnego Landlorda. Council przydzielił rodzinie lokal zastępczy, w której ta spędziła kolejnych 8 miesięcy. Była umowa podpisana z Councilem, w której wyszczególnione były wszystkie opłaty. Wśród nich nie było Council Tax, Gabrysia upewniała się, czy to jest prawidłowe. Urzędnik potwierdził. I tu zaczęły się nowe problemy. W lutym 2015 roku Gabrysia otrzymała informację o konieczności zapłacenia zaległego Council Taxu w wysokości ponad 800 funtów. Wyjaśniono jej, że Urząd ma prawo do zmiany decyzji, a rozliczenie przyszło teraz, ponieważ na początku nikt nie wiedział, ile czasu spędzą w lokalu zastępczym. Rodzina poprosiła o rozłożenie należności na więcej niż 2 raty. W ich przypadku miało to kluczowe znaczenie, mąż zarabia 950 funtów, Gabrysia uczy się i opiekuje dzieckiem, czynsz za mieszkanie zastępcze wynosił 500 funtów, do tego jeszcze dochodziła spłata Housing Benefitu, z powodu pomyłki urzędników. Do ich prośby nie przychylono się. Gabrysia zapłaciła pierwszą ratę, na drugą nie miała już funduszy. Sprawa trafiła do sądu, gdzie okazało się, że jednak bez problemów można rozłożyć spłatę Council Tax na więcej rat. Niestety doszły do tego koszty sądowe, którymi obciążono rodzinę.

W kwietniu 2015 roku Gabrysia z rodziną w końcu przeprowadziła się do nowego mieszkania. Mieszkanie od prywatnego Landlorda zostało znalezione przez Council i została podpisana umową trójstronna. Wydawać by się mogło, że to już koniec całej sprawy i będzie można zacząć spokojnie i normalnie żyć. Ale nic bardziej mylnego. Okazało się, że Council nadal nalicza Council Tax za lokal zastępczy. O całej sprawie rodzina dowiedziała się od komornika. Sprawę udało się umorzyć. Ale to nie koniec. Na początku roku 2016 Gabrysia otrzymała pismo od komornika, że musi spłacić ponad 400 funtów. Okazało się, że pierwsza rata, która została wpłacona na poczet zaległego Council Tax, nie została zaksięgowana (do tego urząd doszedł po ponad roku!). Znowu zaczęły się pielgrzymki do Councilu. Na szczęście Gabrysia miała dowód wpłaty. W urzędzie oczywiście wszystko zwalono na błąd systemu komputerowego i umyto ręce. Komornik nie chciał słuchać żadnych wyjaśnień, a urzędnicy wskazywali palcem co rusz to innych winnych. W końcu wpłata się odnalazła, do spłacenia zostało około 100 funtów. Gabrysia zapłaciła tę ostatnią należność i odetchnęła z ulgą, jak się później okazało, zupełnie niesłusznie. Po kilku tygodniach komornik znowu upomniał się o kwotę 300 funtów. Council stwierdził, że nic nie wie, ale pewni komornik doliczył swoje koszty. Komornik wzruszył ramionami i powiedział, że to zaległy Council Tax i jego nic więcej nie obchodzi – mają zapłacić i już Gabrysia szukała pomocy w Destiny Support i Citizen Advice Bureau, niestety tamtejsi eksperci nie dali rady urzędnikom z Councilu. Gabrysia się poddała, zaciągnęła pożyczkę, spłaciła komornika. Ma nadzieję, że to już naprawdę koniec tej sprawy, ale potwierdzenia, że tak w istocie jest, nie dostała.

Spraw, które komplikują się przede wszystkim z powodu urzędników, którzy albo nie wykonują swojej pracy, albo podchodzą do niej nieuważnie i z lekceważeniem, jest naprawdę dużo.

Jeszcze raz przypominamy, możecie nas poprzeć!

Wyślijcie list z postcodem SL1 2LF (to postcode miejsca, w którym mieszkają Kasia i Bartek, nie musicie podawać swoich personaliów, po prostu pokażcie, że patrzycie Councilowi na ręce).

Możecie wysłać go tradycyjną droga do urzędu na nazwisko:

Mr Mike England

Director of Regeneration, Housing and Resources

Slough Borough Council

51 Bath Road

SL1 3UF Slough

Nie musicie wysyłać każdego zgłoszenia osobno. Możecie zebrać się w kilka osób i umieścić swoje kartki w jednej kopercie.

Swój głos możecie także przesłać mailem, podając w temacie postcode SL1 2LF pod adresem:

[email protected]

Jestem silna! Dam radę! Mieszkam w Southampton

Jestem silna! Dam radę!eszkam w Southampton!

Mieszkam w Southampton.

Dla młodej kobiety, mieszkającej w Southampton, w Wielkiej Brytanii, matki dwójki ślicznych maluchów, szczęśliwej od 8 lat żony mężczyzny, z którym była od 11 lat, świat na chwilę stanął w miejscu. To było najtrudniejsze doświadczenie w jej dotychczasowym życiu… Ale świat ruszył, jest zupełnie inny, ale to, co najważniejsze, udało się ponownie twardo ustawić na solidnych podstawach.

Dziewczyna nie chce ujawniać swoich personaliów, dlatego nadajmy jej imię – Ewa, jak pierwsza kobieta i matka.

Red.: Jak opisałabyś początek tej historii? Zanim wszystko zaczęło się gwałtownie i tak dramatycznie zmieniać?

Ewa: Uważałam, że żyję w udanym związku. Mojego partnera znałam od 11 lat, od 8 byłam jego żoną. Mój mąż był opiekuńczy, ciągle powtarzał, że mnie kocha, a co więcej dawał temu wyraz. Kwiaty, wspólne świętowanie przy różnych okazjach: dzień kobiet, walentynki, rocznice, a czasem bez okazji. Pisał dla mnie wiersze. Nasi znajomi uważali, że jesteśmy małżeństwem idealnym. Czasem koleżanki zazdrościły mi kochającego męża, który czasem był nawet zazdrosny o czas, który poświęcałam komu innemu niż on. Wspólnie kupiliśmy samochód, udało nam się również nabyć mieszkanie. Długo staraliśmy się o dzieci, ale w końcu pojawiły się i one – moje najukochańsze skarby, najważniejsze istoty w moim życiu.

Red.: Jakim ojcem był Twój mąż?

Ewa: Moim zdaniem był wspaniały. Ja opiekowałam się dziećmi, dbałam o dom i rachunki, on pracował. Ale mimo pracy troszczył się o córeczkę i synka, opiekował się nimi, kiedy wracał z pracy. Kąpał maluchy, bawił się z nimi, przytulał, układał do snu. Wspólnie robiliśmy z maluchami wycieczki do parków, lasu, nad morze. Prawdziwa idylla. Nie miałam mu wtedy nic do zarzucenia. Chwilami, aż nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Jestem silna! Dam radę!

Red.: Czy miałaś przeczucia, że dzieje się coś złego?

Ewa: Nie! Absolutnie nie. Wszystko było w najlepszym porządku. Mąż zadbał o to, żeby dzień kobiet był dla mnie wspaniałym dniem i taki był. Nie miałam powodu nic podejrzewać. Dopiero następnego dnia był jakiś dziwny. Ale składałam to na karb zmęczenia, jakiejś chwilowej niedyspozycji. Nie miałam powodu, żeby podejrzewać, że zbliża się coś złego. A potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. W ciągu trzech dni runął mój uporządkowany świat, w którym ja i moje dzieci byliśmy kochani, mieliśmy męża i ojca, który o nas się troszczył oraz bezpieczny pełen miłości dom.

Red.: W ciągu trzech dni?

Ewa: Tak, mojemu mężowi wystarczyły 3 dni, aby skończyć trwający od 11 lat związek. W piątek zaczął do mnie wysyłać smsy, w których pisał, że zasługuję na coś lepszego. Zupełnie nie rozumiałam, o co mu chodzi. Przecież wszystko między nami tak dobrze się układało! A kiedy wrócił do domu, Zimno i z całkowitą obojętnością oświadczył mi, że już od roku mnie nie kocha i odchodzi. Byłam zszokowana i po prostu nie mogłam pojąć, jak to jest możliwe. Od roku?! Jak to możliwe? Przecież wszystko tak dobrze się między nami układało. Nie mogąc sobie poradzić z emocjami, poszłam do mojej siostry. Kolejnego dnia mój mąż podczas rozmowy powiedział mi, że przegrał sporą sumę w ruletkę. Wyznał mi, że ma problem z hazardem. W tym momencie byłam przekonana, że to właśnie jest przyczyna tego, co wydarzyło się poprzedniego dnia.

Red.: Jak na to zareagowałaś?

Ewa: Zadeklarowałam wsparcie. Powiedziałam, że jakoś wspólnie rozwiążemy ten problem. Zapewniałam go, że może liczyć na moją pomoc. W końcu jesteśmy małżeństwem, mamy dzieci, pokonamy trudności. Jest przecież terapia, można skorzystać z fachowego wsparcia. Ja bardzo poważnie traktowałam sakramentalne „na dobre i na złe”

Red.: Czy to coś zmieniło?

Ewa: Nie! Mąż definitywnie oświadczył, że odchodzi. Twierdził, że nikogo nie ma. Później okazało się, że pięć dni wcześniej poznał kobietę u siebie w pracy. Wystarczyło 5 dni znajomości, żeby zniszczyć to, co budowaliśmy wspólnie przez 11 lat, zostawić swoją ponoć ukochaną żonę i dwójkę małych dzieciaczków.

Red.: Jak to zniosłaś?

Ewa: W sobotę po tej rozmowie dostałam zapaści nerwowej, wylądowałam w szpitalu – czułam się, jakbym była sparaliżowana, nie byłam się w stanie poruszać, mówić, a nawet swobodnie oddychać. Maluchy zostały z moją siostrą. Siostra powiadomiła o tym mojego męża, ale on uznał, że to jakiś kiepski żart. W szpitalu był ze mną jego przyjaciel. Po prostu ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości i sympatii nie chciał mnie zostawić samej. Tak minął weekend. W poniedziałek mąż chciał jechać do urzędu składać papiery rozwodowe. Po trzech dniach! Oświadczył, że chce się wyprowadzić. A we mnie coś pękło. Kazałam mu wyprowadzić się natychmiast. W końcu dotarło do niego, że postanowiłam stawić temu czoła i po prostu nie chcę już tego dłużej ciągnąć. Jestem silna! Dam radę!

Red.: Podjęłaś decyzję. Ale jaką miałaś wizję przyszłości? Byłaś przecież mamą na pełny etat, nie pracowałaś, zajmowałaś się dziećmi…

Ewa: Jeszcze w niedzielę, kiedy poczułam się lepiej po powrocie ze szpitala, spotkałam się z Tonym Weaferem z Lighthouse. Tony bardzo mi pomógł. Siedziałam u niego i płakałam, szalały we mnie emocje. Nadal nie rozumiałam, co się stało. Żal mnie zjadał od środka. Na dodatek nie wiedziałam, co przyniesie przyszłość. Byłam bez pracy, z dwójką małych dzieci, z kredytem na mieszkanie. Mąż zostawił mnie ze 100 funtami i niezapłaconymi rachunkami. Ogarniała mnie panika. Ale Tony, jak zwykle, wiedział, co, kiedy i jak robić. Pomógł mi ustalić, co muszę zrobić. Musiałam działać, o dziwo konieczność uporania się z różnymi formalnościami była dla mnie bardzo dobra. Zamiast wypłakiwać oczy, musiałam się zmobilizować, wyjść z domu i zacząć wędrówkę po różnych placówkach. mieszkam w Southampton

Red.: Trudno się pozbierać w takiej sytuacji. Co cię motywowało do tego?

Ewa: Moje dzieci! Musiałam dla nich żyć i ułożyć to nasze nowe samotne życie. Tony był nieocenioną pomocą. Już w niedzielę wychodząc od niego, miałam rozpisany plan wszystkiego, co muszę zrobić. W poniedziałek miałam już osobne konto. W ciągu tygodnia udało mi się zaaplikować o benefity na dzieci i otrzymać pozytywną decyzję. Niebawem dostałam pracę. Pracuję w nocy, dzięki temu mogę być z moimi skarbami w dzień. W pracy akceptują to, że mogę pracować tylko w określonych godzinach, wiedzą, że jestem teraz samotną mamą. W ciągu dwóch tygodni znalazłam dla dzieci przedszkole. Na początku było ciężko. Moje dzieci bały się, że zostawię je w tym obcym miejscu. Bały się, że zniknę z ich życia tak jak tata. Są naprawdę malutkie i trudno im zrozumieć całą sytuację. Moje dzieci bardzo tęskniły za ojcem. Przecież to on wieczorem bawił się z nimi, układał je do snu. Zrobiły się lękliwe i osowiałe. Po prostu serce się kroiło, kiedy na to patrzyłam. Ale powolutku wszystko jakoś się układało. Przedszkole im się spodobało. Tylko kiedy przychodzili do mnie znajomi męża, kleiły się do każdego mężczyzny, jakby próbując sobie zrekompensować brak taty.

Red.: Czy Twój mąż odwiedza dzieci?

Ewa: W tydzień po tym całym wydarzeniu, w sobotę odwiedził maluchy. Niestety zauważyłam, że nie był nawet w połowie tak zaangażowany, jak wtedy, kiedy mieszkał z nami. Było to tak, jakby miał do spełnienia jakiś obowiązek. Niewiele zostało z tego troskliwego i opiekuńczego taty. Po tej wizycie obiecał, że przyjdzie następnego dnia i nie pojawił się przez 5 miesięcy!

Red.: Czy robiłaś mu jakieś problemy, jeśli chodzi o widywanie się z dziećmi?

Ewa: Ależ skąd! Wręcz przeciwnie! Próbowałam cały czas się z nim skontaktować, żeby zaaranżować spotkanie z dziećmi. Wysyłałam mu ciągle smsy, oczywiście tylko w sprawie maluchów. Wiesz, ja postanowiłam, że muszę odstawić na boczny tor swoje odczucia, żale i emocje, że po prostu muszę zrobić wszystko, co mogę dla moich dzieci. Chciałam za wszelką cenę, żeby kontakt dzieci z ojcem się nie urwał. Ale jak widać, tylko ja tego chciałam.

Red.: Jak na to wszystko zareagowali wasi znajomi?

Ewa: Przede wszystkim dostała ogromne wsparcie od rodziny – mamy i siostry. Już tydzień po całym zdarzeniu przyleciała do mnie moja mama. Była dla mnie prawdziwą ostoją. Teraz ponownie do mnie przyjechała, wiem, że mogę na nią liczyć w każdej sytuacji. Siostra, która mieszka w Wielkiej Brytanii, była ze mną od samego początki. Nie wiem, jakbym sobie bez niej poradziła!Byłam bez pieniędzy, a moja kochana siostrzyczka podtrzymywała mnie na duchu, kupowała mnie i dzieciom jedzenie, ubranka. Teraz kiedy pracuję na noce, ona zostaje z moimi maluchami. Jeśli chodzi o znajomych po pierwszym szoku, kiedy to nie mogli uwierzyć w to, co się stało, byli dla mnie prawdziwą podporą. Koledzy męża bez ogródek powiedzieli mu, co o nim myślą i odwrócili się od niego. Natomiast ja mogłam liczyć na ich wsparcie i pomoc. To naprawdę fantastyczni ludzie. Było mi ciężko, ale świadomość, że mogę liczyć na tyle osób, była naprawdę budująca. Szczególnie, że na światło dzienne wychodziły kolejne historie. Mąż otrzymał od swojego ojca pieniądze, które miały być wkładem na nasze mieszkanie, to była spora suma, na którą teść wziął w Polsce kredyt. Ja o tym dowiedziałam się dopiero teraz (teść wspominał, że jego syn prosił go o zachowanie dyskrecji). Okazało się, że całą sumę przegrał w kasynie. Teraz jego ojciec sam spłaca kredyt. Mąż usunął mnie ze znajomych z Facebooka. Wyrzucił ze swojego profilu wszystkie zdjęcia moje i dzieci, zastąpił je tymi, na których był z nową partnerką. To było dla mnie bolesne. Znacznie później dowiedziałam się, że to ta kobieta na to nalegała.

Red.: A jak z Twoimi emocjami?

Ewa: Wiesz, dnie miałam zajęte. Musiałam być pogodna i uśmiechnięta, ze względu na dzieci. Zresztą moja sytuacja finansowa była już ustabilizowana. Do reszty motywowały mnie moje maluchy. Najgorsze były wieczory. Samotne i pełne czarnych myśli, żalu… Krzyczałam w poduszkę i płakałam. Nie chciałam, żeby moje dzieci mnie słyszały, ale tylko w ten sposób udawało mi się rozładować emocje. Jestem silna! Dam radę!

Red.: Czy próbowałaś korzystać z pomocy mediatorów?

Ewa: Oczywiście, że tak. Niestety mój mąż nie odbierał telefonów, a na smsy nie reagował, nie pojawiał się na umówionych spotkaniach.

Red.: Czy nie odezwał się do tej pory? mieszkam w Southampton

Ewa: Otóż nie. Po 5 miesiącach odezwał się. Chciał do mnie wrócić. Mnie właściwie teraz zależało tylko na tym, żeby zaczął się widywać z dziećmi. Mąż wycofał papiery rozwodowe. Ale ja już nie chciałam jego powrotu. Straciłam do niego zaufanie. Moje emocje w końcu ostygły. Nie chciałam już wracać do tego, że okazało się czymś, co można porzucić po 5 dniach znajomości z nową kobietą i co można przekreślić w ciągu trzech krótkich dni… Stanowczo powiedziałam, że nie ma możliwości, żeby wprowadził się na powrót do mieszkania. Mąż przez tydzień angażował się w życie dzieci, po tygodniu kiedy zdecydował się jednak wrócić do swojej partnerki, jego zainteresowanie dziećmi spadło. Na początku ustaliliśmy grafik, żeby określić, kiedy on opiekuje się dziećmi. Po jakimś czasie mąż nie chciał już tak często spotykać się z dziećmi. Ostatnio odwoływał spotkania. W końcu oświadczył, że będzie walczył w sądzie o to, żeby rzadziej spotykać się z dziećmi. Tak myślę, że cały pomysł z powrotem jest związany z tym, że znudziło mu się przebywanie z kobietą tak despotyczną jak jego obecna partnerka. A że jego sytuacja nie pozwala na to, żeby nawet samodzielnie wynająć sobie pokój, to wymyślił sobie, że do mnie wróci. Dzieci nie były chyba w tej sprawie najważniejsze. Dla mnie to po prostu niewyobrażalne!

Red.: To prawda. Zazwyczaj ojcowie walczą o to, żeby móc się spotykać z dziećmi jak najczęściej! Chcę cię zapytać o jeszcze jedną rzecz. Czy miałaś jakieś problemy z nową partnerką swojego męża?

Ewa: Niestety tak! Opowiadała znajomym bzdury o mnie i moim małżeństwie. Były obraźliwe smsy od niej. Ale w końcu przekroczyła granice. Kiedy mąż starał się, żeby przekonać mnie do tego, aby mógł wrócić do domu, jego partnerka próbowała ugrać co innego. Wywołała awanturę, groziła mnie i moim dzieciom. Zadzwoniłam na policję. Teraz ta kobieta ma zakaz zbliżania się do nas.

Red.: Miejmy nadzieję, że już nie będzie naruszać Twojego spokoju. A jak myślisz, czy Twój mąż będzie chciał się widywać z dziećmi.

Ewa: Mimo tego, że bardzo bym chciała, żeby tak było, nie wydaje mi się, żeby dążył do tego. Sam przecież zadeklarował, że będzie walczyć, żeby z dziećmi widywać się rzadziej. Ja będę się starać, ale to on musi tego chcieć.

Red.: Co, po tych wszystkich przeżyciach, możesz teraz powiedzieć o sobie?

Ewa: Przede wszystkim to, że jestem silną i odpowiedzialną kobietą, zaczynam w siebie wierzyć. Na początku byłam przerażona tym, że zostałam sama z dwójką maluchów. Teraz powoli zaczynam dostrzegać plusy – stałam się samodzielna i zorganizowana. Niczego nam nie brakuje, nie mam na głowie długów mojego męża,. Mam to, co najważniejsze – moją ukochaną córeczkę i ukochanego synka, mieszkanie i stabilizację finansową. Dla moich dzieci zawsze będę się starać. Mimo tego, że nadal zdarzają się trudne chwile, to teraz wiem, że dam radę. Dla moich dzieci. Chcę, żeby mimo wszystko były szczęśliwe, żeby czuły się bezpieczne i kochana. Są tego warte. Są warte wszystkiego co najlepsze i będę się starała dać im to! Jestem silna! Dam radę!

Red.: Dziękuje za rozmowę.

mieszkam w Southampton

 

Opiekun zastępczy w Southampton

Opiekun zastępczy w Southampton

Opiekun zastępczy: Zastąp potrzebującym dzieciom rodzinę! Southampton City Council przekazał na nasze ręce wywiad z pierwszą polską rodziną zastępczą w naszym mieście. Zachęcamy do przeczytania i zastanowienia się nad tematem!

Kinga i Tomasz – Polska rodzina zastępcza z Southampton

Kinga i Tomasz robią to, czego żadna polska rodzina w Southampton do tej pory nie robiła. Są rodziną zastępczą. Rozmawialiśmy z nimi o tym, co skłoniło ich, aby zgłosić się jako rodzina zastępcza do Southampton City Council na początku 2015 roku.

Kinga wspomina: „Otwarcie naszego domu dla potrzebujących dzieci było najtrudniejszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjęliśmy. Mamy dwójkę naszych własnych dzieci – chłopców, nasze życie “kręci się” w okół dzieci. Byliśmy przekonani, że w naszym domu i życiu jest miejsce dla kolejnego, potrzebującego pomocy dziecka. Czujemy się dobrze w roli rodziców naszych chłopców i pomyśleliśmy, że w takim domu jak nasz inne dziecko w potrzebie znajdzie spokojną przystań. Opiekun zastępczy

„We wrześniu 2015 roku zostaliśmy przyjęci do grona opiekunów zastępczych. Wkrótce po tym zapytano nas, czy rozważamy możliwość przyjęcia dziecka na długi okres pobytu. Zdecydowaliśmy się i dziecko, które przyjęliśmy jest z nami do tej pory.”

W obliczu ciągłego wzrostu liczebności Polaków w mieście, coraz więcej dzieci z polskiej społeczności trafia do opieki społecznej. Jako Rada Miejska mamy obowiązek zapewnić im możliwie jak najlepsze warunki opieki. Niebagatelne znaczenie ma znalezienie dla nich miejsca, w którym nie zagubią swojej tożsamości narodowej, etnicznej i nie zapomną ojczystego języka. Staramy się temu sprostać na miarę naszych możliwości. Potrzebujemy więcej polskich opiekunów, którzy podjęliby się opieki nad małymi dziećmi pochodzącymi z polskich rodzin.

„Dla opiekunów zastępczych dostępne jest wsparcie i szkolenia, które są bardzo pomocne. Otrzymujemy cotygodniowy zasiłek, który pokrywa koszty utrzymania dziecka. Jest specjalny system wynagradzania, który opiera się na docenieniu naszych umiejętności i doświadczenia. Mamy dostęp do szkoleń, dzięki którym możemy podnosić nasze kwalifikacje. Ze swojej strony chciałabym zachęcić każdego, kto mógłby i chciał stworzyć dziecku w potrzebie spokojny dom. Warto skontaktować się z Southampton City Council.” Opiekun zastępczy

„Jesteśmy bardzo zadowoleni, że stanęliśmy na wysokości zadania. Po początkowym okresie, kiedy trzeba było znaleźć się w nowej sytuacji, czujemy ogromną satysfakcję, mimo że praca jest ciężka, ale radość z sukcesów wynagradza nam cały trud.” Opiekun zastępczy

Jeśli możesz zapewnić dziecku bądź nastolatkowi bezpieczny dom i troskliwą rodzicielską opiekę, zgłoś się do nas!

Southampton City Council Fostering Service

Tel: 0800 519 1818,

E-mail: [email protected]

Spotkaj się z nami podczas eventów organizowanych dla pracowników i opiekunów zastępczych. Udzielimy odpowiedzi na Twoje pytania i przekażemy ci więcej informacji. Szczegóły na: www.southampton.gov.uk/fostering

 

W Slough urzędnicy mają nas gdzieś!

W Slough urzędnicy mają nas gdzieś!

Kiedy pracujecie, mieszkacie i płacicie podatki w UK, powinniście mieć pewność, że w przypadku ciężkich zdarzeń losowych, możecie liczyć na pomoc i wsparcie władz. To są wasze prawa, na równo z innymi wnosicie pieniądze do systemu i kiedy jesteście w potrzebie macie prawo oczekiwać, że system was wesprze. W Slough jest inaczej…

8 lat temu Kasia i Bartek, małżeństwo z małą 5-letnią Dominiką przyjechali do Wielkiej Brytanii. Na miejsce swojego zamieszkania wybrali Slough. Na początku z pieniędzmi było krucho, ale wierząc, że wszystko zmieni się na lepsze, a ich uczciwa pracy przyniesie efekty, postanowili wynająć mały pokoik we wspólnym domu i w nim zamieszkać. Nie przyszło im do głowy, że los szykuje dla nich ciężką próbę, a sytuacja zamiast się polepszyć, zmieni się radykalnie na gorsze, zaś mały pokoik stanie się dla nich piekłem na długich 8 lat bez widoków na poprawę. Nie spodziewali się też, że mimo tego iż pracują uczciwie nie będą mogli liczyć na pomoc tych, którzy są zobowiązani tej pomocy udzielić.

Kasia zaszła w ciążę z drugim dzieckiem. Bartek pracował w agencji, aby zapewnić rodzinie byt. Nadal brak im było pieniędzy, aby zmienić lokum, ale mimo to nie wyciągali rąk po zapomogi i benefity. Jednak 3 lata temu Bartek zachorował na ciężką postać rzadko spotykanej choroby, zaczął mieć poważne ataki. Podczas nich jego ciało puchnie, pokrywa się bolesnymi bąblami, chory cierpi niewyobrażalny ból, który nie pozwala mu normalnie funkcjonować. Czasem jego ataki są groźne dla życia, kiedy opuchlizna nie pozwala mu oddychać. Podczas ataku jego ręce są tak spuchnięte, że nie jest w stanie utrzymać niczego w dłoniach, usta nie pozwalają nawet napić się wody. Wtedy Bartek skazany jest na pomoc najbliższych, ponieważ nie jest w stanie sam nic zrobić. Cierpi na oczach całej swojej rodziny – żony i dwóch córek. Bartek jest osobą nieśmiałą, na dodatek wstydzi się pokazywać ludziom, kiedy ma atak, dlatego praktycznie nie opuszcza ich małego pokoju. Na dodatek cierpienie nie pozwala mu chodzić (jego choroba coraz bardziej się nasila, z powodu jedynej terapii, jaka przynosi mu ulgę, terapii sterydami bardzo przytył, ma problemy z układem kostnym i ścięgnami). Bartek cierpi również na depresję.

Cała ta sytuacja jest naprawdę bardzo trudna. Jeśli dodamy do tego, że cała rodzina mieszka w pokoju 2 metry na 3, trudno sobie wyobrazić jak ta czteroosobowa rodzina funkcjonuje. W pokoju mieści się jedynie piętrowe łóżko, na którym śpią córki, młodsza śpi z mamą, na noc rozkładany jest dodatkowy materac dla Bartka. Po jego rozłożenia nie ma szans na poruszanie się po pomieszczeniu. W domu jest jedna kuchnia, którą dzieli 9 osób. Kiedy rodzina próbuje zjeść obiad, robi to siedzą na łóżku, na podłodze… Dominika, starsza córka ma 13 lat, młodsza, Gabrysia – 5. Mają do dyspozycji jedno maleńkie biurko, dlatego uczą się na zmianę. Nastolatka, jeśli chce poczytać czy pouczyć się, wychodzi na schody. W zeszłym roku mała Gabrysia marzyła o prawdziwej choince w domu, udało się postawić miniaturowe drzewko w pokoju, ale nawet na nie Kasia z trudem wygospodarowała miejsce, a wigilijną wieczerzę zjedli siedzą na łóżku, podłodze i maleńkim stołeczku. Z powodu fatalnych warunków mieszkaniowych cierpi nie tylko Bartek, ale również jego córki i to bynajmniej nie od święta. Ale one się nie skarżą, pomagają ojcu, starają się również pomagać mamie. Kasia jest obecnie jedyną osobą, która utrzymuje wszystkich. Bartkowi odmówiono zasiłku, mimo że nie jest w stanie pracować.

Kasia z Bartkiem w 2013 roku aplikowali w Slough Borough Council o przydział mieszkania socjalnego, które pozwoliłoby im na godne życie. Council sprawę zbagatelizował. W międzyczasie lekarz, który zbadał sytuację Bartka, wypowiedział się, że konieczna jest zmiana warunków! Bartek nie może tak żyć. Tę opinię Kasia przedstawiła Slough Borough Council. Council po raz kolejny nie zrobił zupełnie nic.

Dodatkowo Slough Borough Council wie o tym, że sytuacja domu, w którym mieszkają Kasia i Bartek jest szczególna. Dom wynajmuje jedna osoba i podnajmuje pokoje innym. W tym domu nie ma możliwości, aby uprawiać taki proceder. Osoba wynajmująca pobiera za każdy pokój po 100 funtów tygodniowo (to daje 400 funtów), pokoi wynajmowanych jest 6! Łatwo policzyć, ile na tym wynajmie zyskuje cwany najemca…

W 2014 Kasia przygotowała list do Slough Borough Council, w którym szczegółowo opisała sytuację swojej rodziny, warunki, w jakich mieszkają, chorobę Bartka i problemy dwóch uczących się córek. Slough Borough Council ponownie udał, że nic o tym wszystkim nie wie i nie zareagował.

Kasia wydeptała już ścieżkę do urzędu, ale jest zbywana, traktowana jak wróg, przyjmowana niechętnie.

Slough Borough Council nie robi kompletnie nic. Po naszej interwencji urzędnicy obiecali, że sprawą się zajmą… No cóż czekamy i obiecujemy, że będziemy uważnie patrzeć im na ręce, a naszych czytelników będziemy informować o rozwoju sytuacji.

foto:  www.localberkshire.co.uk

Antyrasistowska demonstracja w Southampton

Antyrasistowska demonstracja w Southampton

Cała Antyrasistowska demonstracja w Southampton zaczęła się od tego, gdy grupa rasistów, która nazywa siebie Pie & Mash Squad zadeklarowała, że przybędzie do Southampton 2 lipca 2016 roku. Mieli zamiar w centrum miasta demonstrować swoje faszystowskie poglądy, namawiać do wsparcia ich działań i świętować Brexit. Tymczasem  South West Trades Council  postanowiła zorganizować kontrmanifestację, która miała pokazać wszystkim, że Southampton jest miejscem otwartym i przyjaznym dla różnych narodowości i kultur. Miejscem, gdzie ludzie z różnych stron świata mogą żyć spokojnie i czuć się bezpiecznie i nie ma w nim miejsca na rasistowskie poglądy i agresję. Antyrasistowska demonstracja w Southampton

W przeddzień demonstracji odwiedziliśmy sklepy na Shirley Road, aby powiadomić ludzi o nadchodzącym wydarzeniu. Na tej ulicy, w rejonie, w którym zamieszkuje bardzo wielu Polaków, byliśmy witani serdecznie przez właścicieli i menadżerów sklepów i lokali. Słuchaliśmy słów poparcia dla idei życia w zgodzie i spokoju oraz dla zdecydowanego oparcia się rasistowskim zapędom.

Demonstracja miała pokojowy przebieg. Uczestnicy chwalą wspaniałą atmosferę i wyrażają zadowolenie, że swoją obecnością mogli wesprzeć idee antyrasistowskie. Pojawiło się wiele grup z Southampton, ale także spoza miasta, których celem jest bronienie demokracji i opieranie się rasizmowi. Ludzie, którzy przybyli na Bargate, podkreślali, że atmosfera była wspaniała. Nie obyło się bez wspólnego śpiewania i ważnych przemów. Każdy mógł zgłosić się do organizatorów i zająć miejsce na mównicy. W naszym, a także swoim imieniu, przemawiał Tony Weafer. Tony opowiedział o obawach Polaków i tym, jak wielu z nas jest gotowych sprzedać swoje domy i wrócić do Polski ze strachu przed rasizmem i nieprzewidzianymi okolicznościami, które może spowodować Brexit. Uczestnicy demonstracji zapewnili, że nie mamy się czego obawiać, prosili, żebyśmy zostali. Okazywali nam szacunek i sympatię. Tony zapewnił uczestników, że aby zaprzyjaźnić się z Polakami wystarczy na początek znać dwa słowa „Dzień Dobry”.

 

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z tego wydarzenia.

Zdjęcia dzięki uprzejmości naszego czytelnika.

Fot. Rafał Burda

Po demonstracji otrzymaliśmy list od Abelardo Clariana-Piga z  South West Trades Council. Możecie się z nim zapoznać teraz:

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w sobotniej demonstracji w Southampton! Tym wszystkim, którzy nie mogli w niej uczestniczyć, a czują się antyrasistami, chciałem przekazać wiadomości na gorąco. Demonstracja została zorganizowana przez lokalny oddział Trade Union and Socialist Coalition –  South West Trades Council . To było naprawdę udane wydarzenie. Pojawiło się bardzo wielu ludzi. Trudno zliczyć, ale mogło w demonstracji uczestniczyć nawet do 1000 osób. A co najważniejsze odbyło się bez przemocy! Policja ze swojej strony radziła organizacjom, aby nie zachęcały swoich członków do uczestnictwa w tym wydarzeniu, ze względu na ich bezpieczeństwo. Być może to był powód, że przedstawicieli mniejszości kulturowych było niewielu. Na demonstracji stawili się licznie ludzie pracujący – w różnym wieku. Daily Echo wspomniało o incydentach, które miały miejsce podczas demonstracji. Policja interweniowała w naprawdę błahych przypadkach. Rasiści pojawili się, ale była ich garstka – góra 15 osób. Nie dotarli na demonstrację. Zamiast tego musieli udać się na dworzec kolejowy, gdzie wsiedli do pociągu i zwyczajnie uciekli.

Ta demonstracja to dobry znak dla nas wszystkich – emigrantów. Wystarczy spojrzeć na statystyki – garstka szaleńców szerzących groźne idee (15 osób) i setki ludzie, którzy traktują nas jak pełnoprawnych uczestników życia tego miasta i kraju!

więcej na www.euintegration.co.uk

Antyrasistowska demonstracja w Southampton

 

Do pracy człowieku niezdolny do pracy!

Do pracy człowieku niezdolny do pracy!

Alicja, czterdziestolatka, która od wielu lat pracuje i mieszka w Wielkiej Brytanii, miała to nieszczęście, że ciężko zachorowała, a mimo urzędnicy orzekli, iż jest zdolna do pracy!

Problemy z płucami (astma, ból krzyża, bardzo złe wyniki krwi) sprawiły, że po omdleniu w pracy trafiła do szpitala. Lekarze stwierdzili, że nawet po pobycie w szpitalu i podjętym leczeniu nie będzie w stanie wrócić do pracy. Alicja jako osoba samozatrudniona postanowiła złożyć papiery, aby uzyskać zasiłek dla osób przewlekle chorych i niepełnosprawnych (ESA – Employment and Support Allowance). Płatnej pomocy poszukała w jednym z polskich biur, które w swoich reklamach zapewniają, że są w stanie prawidłowo wypełnić wnioski o przyznanie benefitów (do tego tematu jeszcze wrócimy). Wniosek został wypełniony i złożony.

W pierwszym roku otrzymywania ESA otrzymała list wzywający ją do stawienia się przed Medical Practicioner. Każda osoba pobierająca ESA musi być świadoma tego, że tylko raz może odmówić pojawienia się na tej rozmowie. Jeśli odmówi powtórnie, może stracić zasiłek!

Spotkanie z Medical Practitioner ciężko nazwać komisją lekarską. Człowiekiem, z którym się spotykamy, siedzi przed ekranem komputera, zadaje ci pytania i „wklepuje” do specjalnego formularza Twoje odpowiedzi. Masz do wyboru dwie odpowiedzi: Tak lub Nie. Jeśli liczysz na jakieś badania, czy choćby uwzględnienie opinii Twojego lekarza prowadzącego, to głęboko się rozczarujesz. Urzędnik, bo przecież trudno go nazwać lekarzem, po wykonaniu testu podlicza punkty i na tej podstawie decyduje, czy jesteś zdolny czy niezdolny do pracy. Jakie to pytania? Kuriozalne, powierzchowne, oderwane od rzeczywistości i ograniczeń, które niesie ze sobą większość chorób. Chorób poważnych, które są w stanie uczynić z Twojego życia piekło i uniemożliwić ci normalne funkcjonowanie, ale takich, które podczas tego testy nie mają żadnego znaczenia. Poniżej znajdziecie tabelę, w której znajdują się pytania wraz z tłumaczeniem na język polski.

Our Assessment to your capability for work/ Nasza ocena Twojej zdolności do pracy.

Wersja angielska Wersja polska
You can move more than 200 meters on flat ground (Moving could include walking, using crutches or using a wheelchair). Możesz przemieszczać się na dystans większy niż 200 m po płaskiej powierzchni (Przemieszczanie może dotyczyć chodzenia samodzielnego, przy pomocy kul i na wózku inwalidzkim).
You can usually stay in opne place (either standing or sitting) for more than an hour without having to move away). Zazwyczaj jesteś w stanie pozostawać
w jednym miejscu (zarówno w pozycji stojącej jaki i siedzącej) przez ponad godzinę bez konieczności odejścia).
You can raise at least one of your arm above head height. Możesz podnieść przynajmniej jedną rękę powyżej wysokości głowy.
You can pick up and move objects such as an empty cardboard box or carton of liquids. Możesz podnosić i przenosić przedmioty, takie jak pojedyncze puste kartony lub kartony wypełnione płynem.
You can use computer keyboard or mouse and a pen or pencil with at least one hand. Możesz używać klawiatury komputerowej
lub myszy, a także długopisu lub ołówka przy użyciu przynajmniej jednej ręki.
You can understand simple message from stranger. Jesteś w stanie zrozumieć prostą wiadomość wypowiadaną przez osobę obcą.
Your vision doesn’t prevent you from finding your way around familiar and unfamiliar places. Twój wzrok umożliwia ci znalezienie drogi
w znanych i nieznanych miejscach.
You do not need to change your clothes because of difficulty controling your bladder or bowels or using stoma. Nie potrzebujesz zmieniać ubrania ze względu na trudności w kontrolowaniu pęcherza, jelit lub ze względu na stomę.
Any fits, blackouts or loss of counciousness happen less than once a month. Drgawki, omdlenia lub utraty przytomności zdarzają ci się rzadziej niż raz w miesiącu.
You can learn how to do new tasks. Jesteś w stanie nauczyć się wykonywania nowych zadań.
You are aware of everyday dangers and can keep yourself safe. Jesteś świadomy codziennych niebezpieczeństw i potrafisz zapewnić sobie bezpieczeństwo.
You can usually manage to begin and finish daily tasks. Zazwyczaj jesteś w stanie rozpocząć
i doprowadzić do końca swoje codzienne zadania.
You can cope with small unexpected changes to your daily routine. Możesz poradzić sobie z małymi nieoczekiwanymi zmianami w swojej codziennej rutynie.
You can get to somewhere that you don’t know without someone going with you. Możesz samodzielnie, bez asysty innej osoby, dotrzeć do nieznanego jeszcze miejsca.
You can deal with people you don’t know. Potrafisz radzić sobie z ludźmi, których nie znasz.
You behave in a way that would be acceptable at work. Potrafisz zachowywać się w sposób akceptowalny w miejscu pracy.

 


Alicja na spotkanie z Medical Practitioner stawiła się. Była zszokowana tym, że podczas tego testu nie miała szans poinformować o swoich ograniczeniach i zaprezentować opinię swojego lekarza, który kategorycznie zakazywał jej podjęcia pracy. W jakiś czas po spotkaniu otrzymała list, w którym poinformowano ją, że jest zdolna do pracy. Ze swoim listem udała się do polskiego biura, które pomagało jej w wypełnieniu wniosku o zasiłek. Pani w biurze rozłożyła ręce i stwierdziła, że ona nie wie. Na marginesie, kiedy zgłaszacie się po poradę, sprawdźcie najpierw, czy osoby, które za pieniądze ich udzielają, są naprawdę kompetentne i wiedzą, co robią. Reklama to naprawdę nie wszystko! A przede wszystkim samo starajcie się zdobyć jak najwięcej informacji (zgodnie ze starą zasadą: chcesz na kogoś liczyć, licz na siebie).

Alicja skontaktowała się z Job Center, Department for Work and Pensions. Urzędniczka, która z nią rozmawiała (tu uwaga, urzędnicy ci raczej nie ułatwiają nam, imigrantom, życia – mówią szybko, nie starają się wyraźnie wymawiać słów i zdań), namówiła ją do przejścia na JSA – zasiłek dla osób poszukujących pracy. Rzecz nawet nie w tym, że Alicja słabo zna angielski, a w tym, że nie wiedziała, iż wraz z przejściem na JSA pogorszyła swoją sytuację. Straciła ESA, odebrano jej prawo do Home Benefit, na dodatek nowy zasiłek może pobierać tylko przez pół roku. Jeśli przez ten czas nie znajdzie pracy, urzędnicy „pochylą się” nad jej przypadkiem. A takie „pochylanie się” może się skończyć tym, że uznają ją za wyłudzacza zasiłku i zawnioskują o wysłanie jej do domu, do Polski! Co więcej w momencie przejścia na nowy zasiłek, przestano jej wypłacać stary, a JSA jeszcze nie przychodzi. Alicja została bez pieniędzy.

Można było tego uniknąć! Od decyzji, która otrzymała pocztą można i trzeba się odwołać! W przypadku Alicji w tym momencie sprawa jest bardzo skomplikowana. Pracujemy nad nią. Oczywiście, kiedy znajdzie ona swoje rozwiązanie – poinformujemy Cię o tym.

Tymczasem zachęcamy do przeczytania naszego artykułu na temat ESA i wszystkich sprawach związanych z uzyskiwaniem tego zasiłku. Link poniżej

Jak skutecznie walczyć o zasiłek chorobowy?

Landlord też musi – depozyt

Landlord też musi – depozyt.

Landlord zobowiązany jest wpłacić Twój depozyt do gwarantowanego przez Państwo tenancy deposit scheme (TDP), czyli z systemu ochrony depozytów najmu, jeśli wynająłeś nieruchomość po 6 kwietnia 2007 roku.

W Anglii i Walii depozyt może być zgłoszony w:

Twój Landlord może się zgodzić, żeby zabezpieczeniem były rzeczy wartościowe (np. samochód, biżuteria, zegarek), ale musisz pamiętac o tym, że przedmioty te nie są chronione przez TDP.

Twój Landlord musi depozyt wpłacić w terminie 30 dni od jego otrzymania i dostarczyć ci dowód, że tego dokonał. Jeśli podpisałeś umowę z Agencją, wtedy to ona jest zobowiązana do podjęcia działań, o których piszemy.

Jeżeli właściciel lokalu lub agent nie zdeponował kaucji w ramach zaaprobowanego konta, sprawę można skierować do  sądu. Sąd może nakazać zdeponowanie kaucji na zaaprobowanym koncie lub zwrócenie depozytu. Jeżeli nie nastąpi to w ciągu 14 dni, właściciel lub agencja mogą zostać zmuszeni do wypłacenia najemcy trzykrotnej równowartości kaucji.

Prawo to chroni Twoje pieniądze! Dzięki temu możesz być pewny, że jeśli nie wystąpią inne okoliczności, Twój depozyt wróci do Ciebie, kiedy będziesz opuszczał nieruchomość. Oczywiście nie zwalnia Cię to z wywiązywania się z warunków umowy najmu, troski o nieruchomość i płacenia czynszu i rachunków na czas.

Aby sprawdzić, czy Twój depozyt jest chroniony przez tenancy deposit scheme (TDP) skontaktuj się z:

Deposit Protection Service (Custodial and Insured)
Tel.: 0330 303 0030

MyDeposits
Tel.: 0844 980 0290

Tenancy Deposit Scheme
[email protected]
Tel.: 0845 226 7837

Przy opuszczaniu mieszkania należy upewnić się, że lokal pozostaje w stanie w jakim został wynajęty a czynsz i inne opłaty są uregulowane. Następnie należy uzgodnić, jaka część depozytu zostanie zwrócona. Ustalona część kaucji powinna zostać zwrócona najemcy w ciągu 10 dni od opuszczenia lokalu. Jeżeli nie ma porozumienia co do wysokości zwracanej kaucji, o bezpłatną pomoc można się zwrócić do systemu kont, w którym zdeponowana jest kaucja. Depozyt zostaje w takim przypadku zatrzymany przez system, aż do czasu rozwiązania sporu.

Zatrzymanie depozytu

Landlord ma prawo zatrzymać część lub cały depozyt tylko wtedy, gdy jest w stanie udowodnić, że ukradłeś coś z wyposażenia mieszkania lub domu, zniszczyłeś coś lub nie zapłaciłeś czynszu. Jeżeli zostaniesz poinformowany o zatrzymaniu części bądź całości depozytu, możesz poprosić o uzasadnienie tego faktu (o przedstawienie rachunków lub przybliżonego kosztu naprawy/remontu, itp.). Jeśli wyprowadzisz się z lokalu bez płacenia czynszu, landlord ma prawo odliczyć tę sumę od kwoty depozytu. Jeżeli kaucja nie wystarcza na pokrycie zadłużenia, ma on prawo wnieść sprawę do sądu.

Praktyczna porada:

Na miesiąc przed wypowiedzeniem poproś Landlorda o wizytę. Porozmawiajcie o tym, co jego zdaniem w mieszkaniu jest do naprawy czy wymiany. W miarę możliwości dokonaj napraw czy zakupów. Zanim zapłacisz ostatni czynsz, poproś go o oświadczenie na piśmie, że nieruchomość jest w stanie gwarantującym odzyskanie depozytu.

Jeśli się wyprowadzisz, będzie już za późno, aby sprawę załatwić samodzielnie. Wtedy będziesz musiał zgłosić się do TDS.

Zachęcamy Cię również do zapoznania się z artykułem NIE TYLKO LANDLORD MA PRAWA